Zima to czas dla prawdziwych twardzieli.. a wiadomo dla prawdziwych twardzieli jest tylko jedna ryba. Glowacica. W grudniu 2002 po raz piąty spotkaliśmy się w gronie przyjaciół pod szyldem "Puchar Bałwana" Nasze pseudo zawody polegają z grubsza na łowieniu glowacic, choć nie tylko



Tradycją jest, że pechowiec, który złowi największą głowacicę, zostaje obtoczony w śniegu na wzór bałwana. Podczas czterech poprzednich spotkań bałwana robiliśmy dwa razy. Ciekawe jak będzie tym razem. Pierwsza porażka jaka nas spotkała, to pogoda. Jak wiadomo najlepsza, na królową podhala, to zadymka, mrozy, śniegi, wiatry i inne takie. A tu co ? Słońce jak w lipcu temperatura jak we wrześniu aż Tatry wyglądały do nas ciekawie.


Z tego rozgoryczenia nie pozostało nam nic innego, jak udać się na wycieczkę na Trzy Korony,


a co po niektórzy pod Trzy Korony.


Ci którzy byli bardziej wytrwali mogli pooglądać przepiękne widoki.


Wieczorem godzinami rozprawialiśmy o metodach holu glowacic


a bladym świtem w porannych mgłach rozpoczęliśmy nierówna walkę.


Prezentacje przynęt były różne. Nad brzegiem zrobiliśmy nawet małą wystawkę, by zachęcić głowacice do brań. Wiadomo w dzisiejszych trudnych czas podstawą sukcesu jest marketing.


i tylko sam pan wobler dziwnie się na nas patrzył swym szklistym okiem


Jak można było przewidzieć, ryby tym razem nie złowiliśmy. Ale to co znaleźliśmy nad brzegiem wybitnie świadczy o tym, że głowacice musiały już w tym roku żerować.


Powrót na stronę główną

Powrót na Wyprawy